90. Rocznica Odzyskania Przez Polskę Niepodległości

W dniu 11 listopada obchodziliśmy w całym kraju 90. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.  Po  ponad 120. latach niewoli i okupacji przez trzech zaborców mogliśmy ponownie zawiesić biało – czerwony sztandar, odśpiewać publicznie „Rotę”, czy też „Mazurka Dąbrowskiego”, a także uzupełnić swoją wiedzę z zakresu zakazanej do niedawna historii własnej Ojczyzny. Zwieńczeniem i namacalnym dowodem odzyskania suwerenności stało się zburzenie w centrum Warszawy soboru, który dla mieszkańców stolicy i całego Królestwa Polskiego stanowił odzwierciedlenie zaborczej władzy okupanta. 
W przypadku Sokołowa Podlaskiego obchody rocznicowe zostały przedłużone do 13 listopada. Tak bowiem należało potraktować wizytę w tych dwóch sąsiadujących ze sobą miastach pani Anny Walentynowicz, współzałożycielkę Wolnych Związków Zawodowych na Wybrzeżu w 1980 roku, żywy symbol polskiego Sierpnia.  Zaszczyciła swoją obecnością obydwa podlaskie miasta na zaproszenie Andrzeja Brzezika, pod patronatem jednego z ogólnopolskich tygodników oraz Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. K.K.Baczyńskiego w Sokołowie Podlaskim, gdzie zaingurowała wystawę poświęconą kolejnej rocznicy  ogłoszeniu stanu wojennego .
Młodszym czytelnikom należy zapewne przybliżyć nieco postać Anny Walentynowicz, która z racji różnicy pokoleniowej, ale także ze względu na poprawność polityczną, nie jest należycie eksponowana, zarówno w mediach, jak i w podręcznikach szkolnych. A przecież przez swoje blisko osiemdziesięcioletnie życie wielokrotnie stawała
w obliczu wydarzeń, które młodzież zna jedynie z książek. Tak należy potraktować Równe na Wołyniu, gdzie przyszła na świat i jako dziesięcioletnia dziewczynka była świadkiem agresji sowieckiej w 1939 roku. Szybko osierocona wskutek działań wojennych, wyjechała najpierw do Generalnej Guberni, a następnie na wyzwolone już od nazistów Wybrzeże. Jedynie przypadek więc sprawił, jak to często ma miejsce w historii, że zamiast zostać jedną z 70. tysięcy polskich ofiar w rzezi wołyńskiej, czyli planowej akcji  eksterminacji Polaków
w 1943 roku dokonywanej przez Ukraińców, stała się świadkiem przemian zachodzących
w komunistycznej już  Polsce. 
I to właśnie różni ją od wielu współczesnych polityków, pisarzy, czy też dziennikarzy, mających analogiczne doświadczenia życiowe. Anna Walentynowicz nie wypiera się bowiem faktu, że pierwotnie sama w tych przemianach aktywnie uczestniczyła. Była członkiem ZMP
i przodownicą pracy, co zresztą napawało ją dumą. W ten sposób, jak wyjaśniała, odwdzięczała się państwu, które tak dużo i pięknie mówiło o równości i sprawiedliwości. Szybko jednak dostrzegła, że są to jedynie propagandowe frazesy niemające jakiegokolwiek odzwierciedlenia w rzeczywistości. Tu tkwiła geneza jej długiej walki o prawa pracownicze. Był to jednak jeszcze okres, kiedy robotnicy palili komitety. Gdy dojrzali do tego, że mogą zakładać własne, dopiero wówczas gwiazda skromnej pani Anny rozbłysła w pełni. To przecież w jej obronie 14 sierpnia 1980 roku stanęło 16 tysięcy stoczniowców, którzy zastrajkowali na wieść o zwolnieniu jej z pracy, domagając się przywrócenia Walentynowicz na wcześniej piastowane stanowisko. To przecież ona wraz z Aliną Pieńkowską oraz garstką stoczniowców, wbrew opinii pozostałych przywódców, kontynuowała strajk solidarnościowy z protestującymi zakładami Gdańska. To przecież ona współtworzyła Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, który sformułował 21 postulatów. To w końcu ona wraz z Andrzejem Gwiazdą i innymi wyklętymi działaczami zainicjowała powstanie „Solidarności”. Ale to nie ona doprowadziła do wybuchu stanu wojennego; nie ona zamordowała około sto osób włącznie z nastoletnim Emilem Barchańskim, Grzegorzem Przemykiem i ks. Jerzym Popiełuszko; nie ona przyczyniła się do amnestii zbrodniarzy komunistycznych i w końcu nie ona nazwała tych ostatnich „ludźmi honoru”.    
O tym wszystkim starała się pani Walentynowicz opowiedzieć podczas spotkania
z uczniami w sokołowskiej szkole. Jako żywe źródło historyczne koncentrowała się na przeszłości i własnych doświadczeniach starannie unikając w rozmowach z nastolatkami kwestii stricte politycznych. Nie mogło się więc obyć bez opisu strajku w Stoczni Gdańskiej, czy też roli jaką w nim odegrał Lech Wałęsa, więzienia Walentynowicz, jak również próby jej zamordowania. Szczególnie poruszająca okazała się jednak relacja dotycząca października 1984 roku i uprowadzenia, a następnie zamordowania przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa ks. Jerzego Popiełuszki. To wówczas pani Anna po raz pierwszy miała łzy
w oczach i załamywał się jej głos. Sytuacja powtórzyła się na zakończenie, kiedy szacowny gość apelował do młodzieży, aby ta uczyła się pilnie i dobrze, ponieważ  to ich wiedza stanowi drogę do wolności, a ta przecież, jak pisał Józef Mackiewicz, którego pisarska dewiza przewodziła wystawie, jest oparta na prawdzie. Przyszłość bowiem buduje się na znajomości przeszłości.  Dziwić może jedynie fakt, że tak wrażliwą, niewysoką i wątłej budowy kobietę w wieku już wówczas emerytalnym, musiało inwigilować około stu esbeków i tajnych.

>> Zobacz Galerię

>>Powrót